W dzisiejszą niedzielę, będącą Niedzielą Radości z powodu bliskości Świąt Paschalnych (od dziś równo 3 tygodnie), zwaną po łacinie „Laetare” (słowo to jest pierwszym wyrazem dzisiejszej antyfony na wejście, zaczerpniętej z Księgi proroka Izajasza (por. 66, 10-11): „Raduj się, Jerozolimo, zbierzcie się wszyscy, którzy ją kochacie. Cieszcie się, wy, którzy byliście smutni, weselcie się i nasycajcie u źródła waszej pociechy” („Lætáre, Ierúsalem, et convéntum fácite omnes qui dilígitis eam: gaudéte cum lætítia, qui in tristítia fuístis: ut exsultétis et satiémini ab ubéribus consolatiónis vestræ”)), udajemy się wraz z Jezusem z samarytańskiej wioski Sychar, położonej koło studni Jakuba, gdzie dokonało się spotkanie Jezusa z Samarytanką, o czym mówiła Ewangelia ubiegłej niedzieli (J 4, 5-42 (wersja krótsza: J 4, 5-15. 19b-26. 39a. 40-42)), do miejsca, położonego koło Góry Oliwnej (J 9, 1-41 (wersja krótsza: J 9, 1. 6-9. 13-17. 34-38); o przybyciu Zbawiciela w to miejsce św. Jan informuje na początku ósmego rozdziału swej Ewangelii (por. J 8, 1)), gdzie Jezus uzdrawia niewidomego od urodzenia (co ciekawe, dzisiejsza Ewangelia (w wersji dłuższej) to cały dziewiąty rozdział Ewangelii św. Jana). Na początku dzisiejszego ewangelicznego urywku uczniowie pytają Jezusa, czy to, że ów człowiek, którego Zbawiciel uzdrowił, jest niewidomy z powodu grzechu popełnionego przez niego, czy przez jego rodziców, na co Chrystus odpowiada, że nie to jest powodem braku widzenia przez tego człowieka, ale „aby się na nim objawiły sprawy Boże”, tj. by przez jego cierpienie mogło się w nim objawić działanie Boże, co wyraziło się w jego uzdrowieniu, podkreślając przy tym potrzebę nieodkładania powierzonych nam zadań na później, podobnie jak Jezus wykonał w oznaczonym czasie powierzone Mu przez Ojca zadanie głoszenia Królestwa Bożego i pozyskiwania jak najwięcej liczby dusz dla ich zbawienia: „Trzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata” (por. J 9, 2-5).
Po tychże słowach Jezusa następuje uzdrowienie przez Niego wspomnianego niewidomego, co dokonuje się – jak podkreśla Ewangelista Jan – poprzez splunięcie przez Zbawiciela na ziemię, uczynienie błota ze śliny i nałożenie go na oczy owego człowieka, a następnie polecenie mu, aby obmył się w sadzawce Siloam (której nazwa oznacza „Posłany”), po czym zaczyna on [ów człowiek] widzieć. Wielu egzegetów łączy epizod nałożenia przez Jezusa na oczy niewidomego błota ze śliny z zawartą w Księdze Rodzaju sceną stworzenia przez Boga człowieka, ulepienia go z prochu ziemi i tchnienia w niego Swego życia (por. Rdz 2, 7), w związku z czym, na tej podstawie – jednocześnie łącząc epizod polecenia przez Jezusa człowiekowi niewidomemu, aby obmył się w sadzawce, z faktem, że, podobnie jak ów uzdrowiony przez Zbawiciela człowiek został całkowicie uzdrowiony także poprzez obmycie się w wodzie, tak samo i w naszym przypadku, w chwili Chrztu Świętego, poprzez widzialny znak wody, Bóg uwalnia nas od skutków grzechu pierworodnego i daje nam nowe życie – można by rzec, że Jezus, nakładając niewidomemu na oczy błoto ze śliny i polecając mu obmyć się w sadzawce, daje mu nowe życie, polegające na uzdrowieniu z trapiącego go problemu oraz pobudzeniu do świadczenia o Nim (toteż nie jest przypadkiem, że nazwa sadzawki – Siloam – oznacza „Posłany”; por. J 9, 6-7), nawet w sytuacji, gdy spotka się w związku z tym z nieprzyjęciem, jak w przypadku sąsiadów uzdrowionego człowieka, którzy nie chcieli uwierzyć, że został prawdziwie uzdrowiony, i odesłali go do faryzeuszy (por. J 9, 8-13), a nawet z wrogością, co wyraża się w postawie wspomnianych faryzeuszy, którzy odrzucają posłannictwo Jezusa i fakt, że jest On prawdziwie Synem Boga, w związku z czym odrzucają również uzdrowionego człowieka, który broni Zbawiciela (por. J 9, 15-34), a następnie, po wyrzuceniu go przez faryzeuszy, wyznaje wiarę w Jezusa, gdy spotyka się z Nim po raz drugi (por. J 9, 35-38).
Dzisiejsza Ewangelia stawia nam także pytanie: „Dokąd zmierza dzisiejszy świat?”, albowiem także i dzisiaj jest wielu ludzi, którzy uważają, że ich życie jest dobre bez Jezusa, co jest drogą donikąd, gdyż zamykają się na Jego łaskę tak samo, jak ci, którzy co prawda w Jezusa wierzą, ale nie chcą wyzbyć się tego, co sprawia, że, zamykając się w swym braku postanowienia poprawy na życiodajną i dającą światło łaskę Boga, nie przyjmują nawet tych, którzy mówią, iż idą błędną drogą, a nawet w swojej zatwardziałości ich odrzucają, czego konsekwencje – jak mówi Jezus, podkreślający wyżej wspomniany aspekt w słowach: „Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, żeby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi”, a także: „Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: „Widzimy”, grzech wasz trwa nadal” (J 9, 39. 41) – będą smutne.
A my, po której stronie jesteśmy: czy tych, którzy zatwardziale trwają w tym, co sprzeciwia się Bogu i Jego miłości, czy też tych, którzy, żałując za błędy, otwierają się na Jezusa i Jego życiodajną łaskę?

Dodaj komentarz