Dzisiejsza niedziela – Niedziela Chrztu Pańskiego, będąca konkluzją rozpoczętego wieczorem 24 grudnia, tj. w Wigilię Uroczystości Narodzenia Pańskiego, Okresu Tegoż Narodzenia – pobudza nas do tego, abyśmy powrócili pamięcią – na podstawie zdjęć, filmów lub opowieści rodzinnych z niniejszego wydarzenia – do momentu naszego Chrztu Świętego, będącego momentem włączenia nas do wspólnoty umiłowanych synów i córek Boga, a zarazem rozpoczęcia realizowania posłannictwa, tj. zadania, do wypełniania którego w naszym życiu chrześcijańskim Bóg nas wybrał (jest nim chociażby to, do czego powołany został każdy chrześcijanin – głoszenie Ewangelii poprzez dawane jej świadectwo własnym życiem oraz promieniowanie nim na innych i wierność życiowemu powołaniu, jakie Bóg objawia w określonym momencie życia) i umocnił, w celu jak najlepszej realizacji tejże misji, otrzymaną na Chrzcie Świętym łaską Ducha Świętego. Warto przy tej okazji powrócenia wspomnieniami do momentu naszego Chrztu, wyrazić głęboką wdzięczność Bogu za to, iż zechciał – poprzez tenże akt – powołać nas do grona Swych dzieci, odnowić – w miarę możliwości – przyrzeczenie wierności Mu, złożone w naszym imieniu przez naszych rodziców i chrzestnych, gdy przynieśli nas do Chrztu, a także – do czego zachęcał nas rokrocznie w Święto Chrztu Pańskiego papież Franciszek – spróbowali przypomnieć sobie dokładną datę, kiedy miał miejsce nasz Chrzest.
Przechodząc do rozważania Liturgii Słowa dzisiejszego Święta Chrztu Pańskiego, myślę, iż nie jest to przypadek, że opis momentu Chrztu Jezusa w Jordanie, zawarty w Ewangeliach synoptycznych (św. Mateusza (3, 13-17) (wspomniany opis w wersji tegoż Ewangelisty odczytywany jest w dniu dzisiejszym), św. Marka (1, 9-11) i św. Łukasza (3, 21-22) (św. Jan wspomina – przytaczając świadectwo św. Jana Chrzciciela – słowa poprzednika Pańskiego (nazwa, którą tradycja Kościoła określa św. Jana Chrzciciela) i skierowane do niego słowa Boga Ojca, mówiące o tym, co wyżej wymienieni Ewangeliści synoptyczni wspominają w kontekście Chrztu Zbawiciela w Jordanie: „Jan dał takie świadectwo: «Ujrzałem Ducha, który jak gołębica zstępował z nieba i spoczął na Nim. Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: „Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego nad Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym”»” (J 1, 32-33)) znajduje się na początku opisu publicznej działalności Jezusa, albowiem, jak Zbawiciel przystąpił do Chrztu, zanim rozpoczął Swą publiczną działalność, polegającą na wypełnieniu powierzonego przez Ojca posłannictwa głoszenia Dobrej Nowiny o Królestwie Bożym, uzdrawiania wszystkich tego potrzebujących i zbawienia ludzkości poprzez Mękę, Śmierć i Zmartwychwstanie, do czego umocniła Go łaska Ducha Świętego, która zstąpiła z góry zaraz po Chrzcie Jezusa w Jordanie (por. Mt 3, 16b; Mk 1, 10; Łk 3, 22a), tak samo i my, przed podjęciem przez nas powierzonego nam przez Boga zadania do wypełnienia w ramach życia chrześcijańskiego, do czego – jak podkreśliłem wcześniej – umacnia nas otrzymywana w tymże sakramencie łaska Ducha Świętego, przystępujemy do sakramentu Chrztu Świętego, abyśmy dzięki temu mogli – z pomocą Bożą – jak najlepiej wypełniać owo powierzone nam jako chrześcijanom przez Boga zadanie.
Poprzez Swój Chrzest, Chrystus pogrzebał w wodzie nasze grzechy i otworzył nam drogę do nieba. Wyraża to obraz rozwierającego się po Chrzcie Zbawiciela nieba, z którego zstępuje Duch Święty, a Ojciec mówi: „Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie” (por. Mt 3, 16b-17). Niniejszy obraz z dzisiejszej Ewangelii można by porównać także do naszego Chrztu: także i my, gdy zostaliśmy ochrzczeni, wyzwoliliśmy się z grzechu pierworodnego, a droga do nieba została nam otwarta. Staliśmy się przy tym – jak podkreśliłem to na początku niniejszej refleksji – umiłowanymi synami i córkami Boga. Otrzymana na Chrzcie łaska Ducha Świętego pomaga nam, abyśmy zawsze trzymali się drogi, prowadzącej do wiecznego zjednoczenia z Bogiem w Jego Królestwie, i nigdy z tejże drogi, pod wpływem jakichkolwiek pokus, nie zboczyli, oraz abyśmy zawsze pamiętali, że Bóg kocha nas bezwarunkowo zawsze, a więc nawet wtedy, gdy upadamy w grzechy, z których uwalniamy się, wpadając w Jego miłosierne ramiona w sakramencie pokuty i pojednania. Czy zawsze ufam tej prawdzie, mocno trzymając się przy tym drogi, prowadzącej do zjednoczenia z Bogiem w Jego Królestwie?
Czy potrafię jak najlepiej wypełniać powierzone mi jako synowi/córce Boga posłannictwo, a przez to Mu się podobać?

Dodaj komentarz