Rozważanie Słowa Bożego – XIII NIEDZIELA ZWYKŁA A – 28 czerwca 2026

Zarówno poprzez słowa Ewangelii ubiegłej niedzieli: „Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie” (Mt 10, 32), jak i słowa dzisiejszej Ewangelii: „Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je” (Mt 10, 37-39), Jezus prowokuje nas do zadania sobie pytania: „Jak wygląda moja hierarchia wartości? Czy Bóg jest w moim życiu w centrum zawsze czy też tylko „od święta”? A może w moim życiu pierwsze miejsce zajmuje ktoś inny lub coś innego niż Bóg?”. Warto, w kontekście owych zacytowanych na początku słów Chrystusa, szczerze odpowiedzieć sobie na powyższe pytanie.

W kontekście zacytowanych wyżej słów Jezusa z Ewangelii ubiegłej i dzisiejszej niedzieli, a także postawionych pod nimi pytań, warto zacytować słowa św. Jana Pawła II, wypowiedziane na zakończenie jego pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny w czasie mszy na Błoniach Krakowskich w dniu 10 czerwca 1979 roku; owa Eucharystia przeszła do historii jako „bierzmowanie dziejów”:

„Czy można odepchnąć to wszystko? Czy można powiedzieć „nie”? Czy można odrzucić Chrystusa i wszystko to, co On wniósł w dzieje człowieka?

Oczywiście, że można. Człowiek jest wolny. Człowiek może powiedzieć Bogu: nie. Człowiek może powiedzieć Chrystusowi: nie. Ale – pytanie zasadnicze: czy wolno? I w imię czego „wolno”? Jaki argument rozumu, jaką wartość woli i serca można przedłożyć sobie samemu i bliźnim, i rodakom, i narodowi, ażeby odrzucić, ażeby powiedzieć „nie” temu, czym wszyscy żyliśmy przez tysiąc lat?! Temu, co stworzyło podstawę naszej tożsamości i zawsze ją stanowiło.

Kiedyś Chrystus zapytał apostołów (było to po zapowiedzi ustanowienia Eucharystii, gdy różni odsuwali się od Niego): „Czyż i wy chcecie odejść?” (J 6,67). Pozwólcie, że następca Piotra powtórzy dzisiaj wobec was wszystkich tu zgromadzonych – i wobec całych naszych dziejów i całej współczesności… że powtórzy dziś słowa Piotra – słowa, które wówczas były jego odpowiedzią na pytanie Chrystusa: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego” (J 6,68)”.

„Musicie być mocni, drodzy bracia i siostry! Musicie być mocni tą mocą, którą daje wiara! Musicie być mocni mocą wiary! Musicie być wierni! Dziś tej mocy bardziej wam potrzeba niż w jakiejkolwiek epoce dziejów. Musicie być mocni mocą nadziei, która przynosi pełną radość życia i nie dozwala zasmucać Ducha Świętego! Musicie być mocni mocą miłości, która jest potężniejsza niż śmierć, […]”.

(św. Jan Paweł II, homilia podczas mszy św. na Błoniach Krakowskich, 10 czerwca 1979 roku (https://www.ekai.pl/dokumenty/homilia-w-czasie-mszy-swietej-odprawionej-na-bloniach/ [dostęp: 26.06.2026]))

Żyjemy w świecie, który goni za tym, co przemijające. Tymczasem Chrystus mówi, że, żyjąc – jak to trafnie określił pewien kapłan w jednej z refleksji, którą czytałem pewnego razu – „zawieszeni między rzeczywistością niewidzialną”, tj. Bożą, „a rzeczywistością widzialną”, tj. tego świata, mamy być wierni Bogu zawsze i wszędzie, przeżywając wszelkie trudności w zjednoczeniu z Nim – co więcej, mamy być Mu wierni nawet wtedy, gdyby opuścili nas z tego powodu rodzina i przyjaciele. Niniejsze Chrystusowe wezwanie wyraża się w słowach, które wypowiada pomiędzy ostatnim wersetem Ewangelii ubiegłej niedzieli (Mt 10, 33) a pierwszym Ewangelii dzisiejszej niedzieli (Mt 10, 37), a więc: „Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy” (Mt 10, 34-36).

To, że Bóg i Jego miłość do nas są dla nas ważne, udowadniamy również, gdy przyjmujemy tego, który głosi nam Ewangelię – kapłana bądź osobę świecką – i wprowadzamy wypowiadane przez nich słowa w czyn. Jezus podkreśla ten fakt słowami: „Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał” (Mt 10, 40). „Kto przyjmuje proroka jako proroka, nagrodę proroka otrzyma. Kto przyjmuje sprawiedliwego jako sprawiedliwego, nagrodę sprawiedliwego otrzyma” (Mt 10, 41) – tymi słowami Zbawiciel podkreśla, że miłe Bogu jest nie tylko przyjęcie słów o Nim, głoszonych przez daną osobę, ale także wsparcie tejże osoby – duchowe w postaci np. modlitwy, materialne, np. w postaci wspomożenia jej misji poprzez drobny finansowy datek, czy nawet – jeśli trzeba – przyjęcie jej pod swój dach, wzorem mieszkanki Szunem, która przyjęła proroka Elizeusza do swego domu, co opisane jest w dzisiejszym pierwszym czytaniu z Drugiej Księgi Królewskiej (4, 8-12a. 14-16a).

Swoim uczniom, a więc także i nam, Jezus przypomina także, że miłość Boga ma nierozerwalny związek z miłością bliźniego. Wyraża się to chociażby w drobnych gestach, takie jak podanie wody do picia: „Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, dlatego że jest uczniem, zaprawdę, powiadam wam, nie utraci swojej nagrody” (Mt 10, 42). Dwa dni temu – w piątek, 26 czerwca – liturgia Kościoła w Polsce wspominała św. Zygmunta Gorazdowskiego, kapłana archidiecezji lwowskiej, gorliwego duszpasterza, podejmującego wiele inicjatyw, także tych charytatywnych, niosących pomoc ubogim i cierpiącym, w związku z czym założył on Zgromadzenie św. Józefa, owymi dziełami się zajmujące. We fragmencie jednego ze swoich Pism, które odczytywane było jako drugie czytanie brewiarzowe jego wspomnienia, św. Zygmunt pisał, jak ważne są uczynki miłosierdzia, albowiem – jak zapowiedział sam Chrystus – „będziemy sądzeni z miłości”. Ową myśl święty wyraził w następujących słowach:

„Jak każde żywsze uczucie, tak i współczucie powinno być kierowane rozumem i oświecane światłem wiary. Jeżeli je zostawimy same sobie, będzie się ono ożywiać tylko na widok fizycznego cierpienia, które uderza w oczy, a nie domyśli się nieraz sroższych katuszy, które uciskają duszę bliźniego. Powinniśmy okazywać naszą miłość przez uczynki miłosierdzia tj. powinniśmy bliźniego wspierać miłosiernie w potrzebach duszy i ciała”.

„Tymczasem mała liczba osób odwiedza chorych osobiście, chociaż to czynić powinny nie tylko dla dobra chorych, ale tym więcej dla dobra własnego; raz, że jałmużna duchowna, którą się daje ubogiemu przez osobiste z nim zetknięcie w jego domu, daleko więcej warta, niż te kwitki i pieniądze, a po wtóre, że odwiedzająca osoba odnosi dla swej duszy daleko większą korzyść i zyskuje u Boga daleko większą zasługę za swoje osobiste zbliżenie się do ubogich chorych aniżeli za największe ofiary pieniężne. Osobiste zbliżenie się do ubóstwa jest właśnie wybitną cechą chrześcijańskich Towarzystw dobroczynnych.

Zbawiciel nasz mówiąc o sądzie ostatecznym zapowiedział, że wyrok zbawienia lub potępienia zależeć będzie od tego, czy byliśmy miłosierni dla cierpiących, czy karmiliśmy głodnych i krzepili pragnących, czy odziewaliśmy nagich, wspierali ubogich i ulgę nieśli cierpiącym. Do zbawienia bowiem nie wystarczy wystrzegać się grzechów, ale należy także wypełniać dobre uczynki, szczególnie uczynki miłosierdzia”.
(św. Zygmunt Gorazdowski, prezbiter, Pisma, Archiwum Generalne Sióstr św. Józefa w Krakowie. Seria H. Pods. I. fasc. 4. LG tom III: Teksty wspólne o świętych – dodatek, wyd. Pallottinum, Poznań 2015, s. 105-106)
Czy w moim życiu na pierwszym miejscu jest Pan Bóg, czy też ktoś inny lub coś innego? Czy przyjmuję z otwartym sercem słowa Ewangelii, głoszone przez powołane do tego osoby, wspierając je duchowo modlitwą, a także – w razie potrzeby – materialnie oraz przyjmując je pod swój dach? Czy w moim życiu miłość Boga łączy się ściśle z miłością bliźniego?
W dzisiejszym drugim czytaniu z Listu do Rzymian św. Paweł mówi: „My wszyscy, którzy otrzymaliśmy chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć. Zatem przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my postępowali w nowym życiu – jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca” (Rz 6, 3-4). Odpowiadając na przywołane wyżej pytania, pamiętajmy, iż – w przypadku, gdy odpowiedź na nie jest twierdząca – pielęgnujemy w sobie łaskę Chrystusa, otrzymaną w chwili Chrztu Świętego.

Opublikowano

w

przez

Tagi:

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *