W naszym życiu chrześcijańskim bardzo cenna jest cnota wytrwałości, jeśli chodzi o kierowanie do Boga naszych próśb w konkretnych sprawach. Uczy nas tego opisana w dzisiejszej Ewangelii (Mt 15, 21-28) historia kobiety kananejskiej, wytrwale proszącej Jezusa o uzdrowienie dla jej córki, opętanej przez złego ducha. Milczenie Jezusa, z którym ona się spotyka, nie oznacza wcale jej odrzucenia (por. Mt 15, 22-23a), podobnie jak brak odpowiedzi na kierowane przez nas do Boga nasze prośby nie jest wyrazem traktowania nas przez Boga z obojętnością. „Milczenie Boga jest przedłużeniem Jego słów” – powiedział w jednym ze swoich przemówień papież Benedykt XVI. Milczenie to więc może skłaniać nas do refleksji nad tym, czy nasza prośba motywowana jest miłością do innych ludzi i pragnieniem wsparcia innych, a także szczerym pragnieniem, by Bóg wsparł nas w trudnych chwilach naszego życia, czy też motywowana jest ona podejściem, w którym liczą się tylko i wyłącznie nasze potrzeby, a wszystko inne wokół jest nieważne.
Co do drugiej z przywołanych postaw Jezus ostrzega nas przed nią słowami, skierowanymi do kobiety kananejskiej: „Niedobrze jest zabierać chleb dzieciom, a rzucać szczeniętom” (Mt 15, 26). Tymi słowami Zbawiciel nie krytykuje prośby, przedstawionej przez kobietę, ale zwraca uwagę, że niedobrze jest, gdy miłość, zamiast być szczerze dzielona z tymi, którzy naprawdę jej potrzebują, jest wykorzystywana w niewłaściwy sposób, np. do karmienia egoistycznego ego bądź też uśmiechu do osób spoza rodziny, kiedy na potrzeby rodziny w ogóle nie zwraca się uwagi. Miłość w niewłaściwy sposób wykorzystała także kobieta kananejska, w kontekście czego Jezus wypowiedział do niej przywołane wyżej słowa, toteż, uznając w sobie tę postawę, mówi ona w odpowiedzi do Zbawiciela: „Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą okruchy, które spadają ze stołu ich panów” (Mt 15, 27), to znaczy: „Panie, uznaję, że czasem wykorzystywałam miłość w niewłaściwy sposób, ale – mimo to – ufam, że miłości tej doświadczyli również ci, którzy bardzo jej potrzebowali”. Owa odpowiedź kobiety spotyka się z uznaniem ze strony Jezusa: „O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak pragniesz!” (Mt 15, 28b).
I tutaj ważne jest, aby, jeżeli wykorzystuje się miłość w niewłaściwy sposób, szczerze wyznać to Jezusowi w sakramencie pokuty i pojednania, uzyskując dzięki temu przebaczenie i łaskę do walki z tą jakże egoistyczną postawą, niosąc miłość tam, gdzie najbardziej jej potrzeba. Udawanie, że wszystko jest w porządku, kiedy z drugiej strony wykorzystuje się miłość w niewłaściwy sposób, jest bardzo niedobre i – prędzej czy później – może skończyć się ciężkimi wyrzutami sumienia, gdy nagle zorientuje się o opuszczeniu przez wszystkich albo uświadomi sobie o nieładnym traktowaniu drugiej osoby wtedy, kiedy na przekazanie miłości w stosunku do niej jest już za późno. „Śpieszmy się więc kochać ludzi, jak szybko odchodzą”, jak pisał ks. Jan Twardowski, odrzucając przy tym pokusę wykorzystania miłości w niewłaściwy sposób.
Miłość w niewłaściwy sposób wykorzystywana jest również wtedy, gdy próbujemy zagłuszyć czyjeś wołanie, podobnie jak uczniowie z Ewangelii, którzy, widząc, że kobieta kananejska usilnie prosi Jezusa, by pomógł jej córce, mówią do Niego: „Odpraw ją, bo krzyczy za nami” (Mt 15, 23c). Odpowiedź Jezusa: „Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela” (Mt 15, 24) i Jego późniejsza reakcja na wołanie kobiety w postaci dialogu z nią i spełnieniu jej prośby stanowi zapowiedź tego, co Jezus wyraża na zakończenie Ewangelii św. Mateusza chwilę przed Swym Wniebowstąpieniem, a więc tego, że uczniowie będą tymi, którzy zaniosą Dobrą Nowinę o Nim na wszystkie narody (por. Mt 28, 19a). Uświadamia to nam, że łaska Chrystusa nie jest udzielana jedynie wybranym, lecz jest dostępna dla wszystkich ludzi bez wyjątku. Od indywidualnej odpowiedzi każdego człowieka zależy jednak, czy doświadczy tejże Bożej łaski, czy też nie. Warto, a nawet należy, porzucić więc wspomniane egoistyczne przekonanie, iż łaska Boża udziela się tylko wybranym, niosąc ją tym, którzy wołają o nią w swym sercu, a czasami zdarza się, że nawet o tym nie wiedzą, gdyż właśnie do tego jesteśmy powołani jako chrześcijanie.
Czy potrafię wytrwale wołać do Boga w moich potrzebach, nawet jeśli nie słyszę natychmiastowej odpowiedzi? Czy potrafię dzielić się miłością z tymi, którzy ją potrzebują, niosąc łaskę Bożą osobom, które są od niej daleko, by dzięki nam mogli jej doświadczyć i przez to wkroczyć na drogę zjednoczenia z Bogiem i Jego wolą?

Dodaj komentarz